CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Promienie słońca zmusiły moje oczy do otworzenia się. Kurtyna od okna
została rozsunięta, pokazując mocno rażące słońce. Szybko zakryłam twarz
moimi dłońmi próbując jeszcze zasnąć. Ale przypomniałam sobie, że nie
jestem w moim domu. Kolor mojego prześcieradła w domu był ciemny odcień
fioletu, a właśnie tuliłam się do białej kołdry. Usiadłam na łóżku i
rozejrzałam się dookoła.
Właśnie przypomniałam sobie, że jestem na wyjeździe z Zaynem. Kiedy wypowiedziałam w mojej głowie imię Zayn spojrzałam w lewo i zauważyłam puste miejsce. Najwidoczniej Zayn wstał trochę wcześniej i nie chciał mnie budzić. To było bardzo słodkie z jego strony, ale czułam się trochę głupio, że nie dotrzymuje mu towarzystwa.
Na pewno teraz będziemy się dziwnie zachowywać, przez to co stało się wczoraj. Szczerze mówiąc nic takiego specjalnego nie stało się wczoraj, ale mogło do czegoś dojść. Byłam szczęśliwa, że miałam taką dobrą siłę woli, ale w tym samym momencie czułam do siebie rozpacz, że nie skorzystałam z takiej okazji.
Zmusiłam siebie do wstania z łóżka, ale zanim to zrobiłam zauważyłam niewielką karteczkę z moim imieniem. Nie wiedząc czego się spodziewam przeczytałam list.
" Droga Lucy.
Przepraszam, że cię nie obudziłem, ale wiedziałem, że jesteś zmęczona. Proszę nie szukaj mnie, idę się przejść żeby oczyścić sobie głowę. Wrócę jak najszybciej, ale muszę od wszystkiego na chwilę odpocząć. Kiedy wrócę obiecuje ci, że spędzimy razem przemiły czas.
Trzymaj się.
Zayn."
Westchnęłam głęboko. Skądś kojarzę to pismo, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Położyłam karteczkę na dawne miejsce i skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi, bo Zayn może wrócić w każdej chwili, a nie chcę żeby wszedł do łazienki kiedy biorę poranny prysznic.
Puściłam wodę strumieniami i nie czekając na ciepłą wodę od razu weszłam pod kabinę prysznicową. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się czekając na cieplejszą wodę.
Umyłam włosy moim ulubionym szamponem o zapachu truskawek i wypielęgnowałam je odżywką na gęste włosy. Zaczęłam ostrożnie masować moją czaszkę żeby szampon zaczął się pienić. Kiedy poczułam niewielką pianę na moich włosach, z powrotem weszłam pod wodę i zmyłam z siebie szampon.
Nie chciałam spędzić w łazience wieczności więc wyszłam od razu, nakrywając się białym ręcznikiem. Woda zaczęła kapać na podłogę więc jak najszybciej chciałam się wytrzeć. Moje ruchy były za razem delikatne, a za razem szybkie.
Podeszłam do lustra i wyjęłam moją niebieską szczoteczkę do zębów. Nałożyłam pastę i zaczęłam porządnie szczotkować zęby. Nalałam kubek zimnej wody, wypłukałam usta i wyplułam całą pastę.
Zapomniałam wziąć ze sobą moich ciuchów na dziś do łazienki, więc owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z zaparowanej łazienki. Rozejrzałam się po pokoju żeby znaleźć moją walizkę. Po chwili znalazłam ją w samym kącie, obok starego telewizora. Otworzyłam walizkę i wyciągnęłam moją ulubioną białą sukienkę do kolan. Sukienka miała różne wzorki kwiatków i liści. Pasowały idealnie do leśnego klimatu w którym teraz przebywałam. Zdecydowałam się także założyć białe balerinki, a włosy spięłam dwoma spinkami z obu stron żeby mi nie przeszkadzały. Dzisiaj nie umalowałam się żeby wyglądać bardziej naturalnie. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi chowając klucz do doniczki. Nie będę siedziała w domu samotnie kiedy pogoda jest wprost wymarzona.
***
Minęło dwadzieścia minut spaceru zanim zauważyłam przepiękne kolorowe miasteczko. Dzieci biegały dosłownie wszędzie. Sklepy były otwarte zapraszając swoich klientów. Nawet kilku nastolatków wybrało się na romantyczny spacer. Wyglądało to jak miasteczko marzeń. Wszystko wyglądało idealnie. Dowiedziałam się o tym miejscu dzięki recepcjoniście, który dał nam pokój. Dowiedziałam się, że ma na imię Mark. Wydawał się na początku na przerażającego, ale kiedy pozna się go lepiej okazuje się być bardzo uroczy i zabawny. Kwiatki rosły dosłownie wszędzie. Róże, fiołki, irysy, tulipany i wiele różnych rodzajów. Ukucnęłam żeby mieć okazję powąchać i delektować się ich zapachem. Moją delikatną dłonią dotknęłam czerwonej róży która prosiła się żeby zerwać ją z krzewu. - Róża do ciebie nie pasuje. - powiedział bardzo ładny głos.
Odwróciłam się i zauważyłam tajemniczego chłopaka w wieku mojego brata.
- Przepraszam ? - zapytałam się jego jakbym go nie usłyszała.
- Róża do ciebie nie pasuje. - powiedział podchodząc bliżej. Uniosłam moją brew.
- A jaka twoim zdaniem mi pasuje ? Wzruszył ramionami i ukucnął obok mnie żeby miał lepszy widok na kwiaty. Uśmiechnął się po chwili i sięgnął po drobną stokrotkę. Chciałam ją wziąć żeby się jej lepiej przyjrzeć, ale włożył mi ją w moje włosy za uchem. Czułam na sobie lekki rumieniec. - Stokrotka pasuje idealnie. - powiedział nie spuszczając ze mnie oka.
- Naprawdę, pasuje ? - zapytałam ciekawa. Skinął głową i pomógł mi wstać. Zaprowadził mnie do wielkiej fontanny gdzie mogłam zobaczyć swoje odbicie. Miał racje. Stokrotka była na sto procent moim kwiatem. Bardzo rzadko ludzie mówią, że ich ulubionym kwiatem są stokrotki. Ale od teraz stokrotka była moim ulubionym kwiatem. Zobaczyłam w odbiciu, że tajemniczy chłopak nadal się na mnie spoglądał. - Miałeś racje. - powiedziałam, uśmiechając się do niego. – Stokrotka rzeczywiście do mnie pasuje. Odwzajemnił uśmiech i podał mi swoją ciepłą dłoń.
– Ashton Irwin . – przedstawił się chłopak, czekając żebym to ja się przedstawiła. Nie wiem czy jest to dobry pomysł że po minucie znajomości powinno się powiedzieć swoje imię. Ale powiedział mi swoje więc będzie fair jak ja też się przedstawię. - Lucy Stewart. - powiedziałam akceptując jego dłoń.
- Bardzo ładne imię, dla bardzo ładnej dziewczyny. - powiedział nadal się do mnie uśmiechając. Czułam kolejny rumieniec na moich policzkach. - Dlaczego przybyłaś do naszego miasteczka, Lucy ? Zauważył bym cię tutaj wcześniej. Nie wiedziałam czy powiedzieć mu prawdę, że jestem tutaj z moim chłopakiem na małych wakacjach. Zdecydowałam się, że odpowiem na jego pytanie krótko. - Wakacje. Wyglądał na rozbawionego, że odpowiedziałam jednym słowem. Spojrzał w moje brązowe oczy i po chwili się zaśmiał. - Jesteś wyjątkową dziewczyną, Lucy Stewart. - powiedział nadal się mnie przyglądając. - Wszystkie dziewczyny jakie znam gadają jakby się zacięły. A ty, jesteś bardzo tajemnicza. Nie byłam pewna czy był to komplement czy obelga? Powoli zaczęłam się wycofywać, zauważył, że powoli się oddalam. - Przepraszam, ale muszę już iść, chcę jeszcze pozwiedzać miasteczko. - powiedziałam odwracając się, ale Ashton złapał mnie za nadgarstek, przez to od razu przypomniał mi się Zayn. - To może cię oprowadzę. Znam to miejsce jak własną kieszeń. Trochę się nad tym zastanawiałam, ale zrozumiałam, że samej będzie pewnie nudno zwiedzać. Więc spojrzałam na niego i obdarowałam go szczerym uśmiechem. To będzie bardzo interesujący dzień…
***
Straciłam rachubę czasu i dowiedziałam się, że spędziłam z Ashtonem 8 godzin! Ten chłopak naprawdę zawrócił mi w głowie. Spędziliśmy razem bardzo przemiły dzień. Spacery po miasteczku, opowiadanie o swoich przygodach, delektowanie się tutejszym jedzeniem. Było wręcz idealnie, ale wiedziałam że kiedyś musiało się to skończyć. Ashton nawet zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Co za dżentelmen! Oczywiście zgodziłam się, ale nie wiedziałam, że kiedy będziemy się zbliżać ku domu, będę tego żałować. Moje oczy się rozszerzyły jak zauważyłam Zayna, który opierał się o ścianę od naszego domku. Ale nie ważne gdzie jest, ważne jest to co robi. Dym wydobywał się z jego ust i zrozumiałam wszystko. Zayn właśnie palił skręta. Jego czekoladowe tęczówki wyglądały na szkliste jakby przez nie nic nie widział. Ale kiedy odwrócił się w naszą stronę uśmiechnął się do mnie szeroko. - Lucy. - wyszeptał podchodząc do mnie bliżej. Pochylił się żeby mnie pocałować, ale w ostatniej chwili odepchnęłam go. Musiał być naprawdę mocno naćpany. Kiedy zrozumiał, że nie jestem sama warknął nieuprzejmie. - Kto to jest ?
Odwróciłam się w stronę Ashtona. Wyglądał na bardzo zdezorientowanego w tym momencie. - To jest Ashton. Jest moim… przyjacielem. - powiedziałam spokojnie. Przysięgam, że oczy Zayna zrobiły się ciemniejsze kiedy dowiedział się, że Irwin to mój przyjaciel. Spojrzał na ziemię jakby właśnie obmyśliwał jakiś plan, potem spojrzał na chłopaka i obdarował go złośliwym uśmieszkiem. - Miło cię poznać Ashton, dziękuje że przez moją nieobecność zająłeś się moją ciężarną dziewczyną. - powiedział kładąc swoją dłoń na moim biodrze.
- Co?! - wykrztusiłam próbując wyrwać się z jego uścisku, ale był za silny. Jak może powiedzieć obcemu chłopakowi, że jestem z nim w ciąży! Przecież nie uprawialiśmy seksu, na miłość boską! Irwin zrozumiał, że Zayn kłamie i skrzyżował ręce . - Skoro jest w ciąży... - powiedział sarkastycznym tonem. –To dlaczego nie ma widocznego brzucha ? Punkt dla Ashtona. Od początku zaczęłam go lubić. Jego nie da się tak łatwo wyrolować. Zayn musiał się nad tym trochę zastanowić zanim odpowiedział. - Bo jest dopiero w pierwszym miesiącu. - oznajmił spoglądając na mnie.
- Nasze dzieci będą przepiękne Lucy. - powiedział kładąc swoją dłoń na moim policzku. Boże on jest teraz kompletnie nawalony!
- Będą miały po tobie, śliczne włoski. - powiedział owijając kosmyk moich włosów na swoim palcu. Wiedziałam, że nie przyzna się, że nie jestem w ciąży więc przewróciłam oczami. - Tak i nazwiemy je Lucy Junior i Zayn Junior. - powiedziałam sarkastycznie otwierając drzwi do domu i pchnęłam go gwałtownie do środka. Odwróciłam się do Ashtona i posłałam mu mój subtelny uśmiech.
- Przepraszam cię za niego. - powiedziałam nie mogąc znaleźć lepszych słów. Pewnie teraz myśli, że jestem wariatką. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. - Nie ma sprawy. Widocznie jest tobą zauroczony. - powiedział zanim zniknął z pola widzenia. Westchnęłam i weszłam do środka. Zayn już leżał na łóżku i uśmiechnął się do mnie promiennie. - Jesteś z siebie zadowolony ? - zapytałam krzyżując ręce.
- Bardzo. - powiedział do mnie szczerze.
W ogóle nie czuł się winny, że skłamał. To mnie najbardziej wkurzało. Zastanawiałam się, od jak dawna pali skręty?
Podeszłam do niego i nakryłam go kocem żeby się przespał. Kiedy się obudzi będziemy mieć sporo czasu żeby porozmawiać. Malik zauważył, że chciałam go uśpić więc wstał z łóżka, uniósł trzy palce do góry i spojrzał mi prosto w oczy. - Zadam ci trzy pytania. Jeśli na nie odpowiesz to położę się spać. Przewróciłam oczami. Oczywiście musiał być jakiś haczyk. Ale musiałam to zrobić żebym miała go z głowy. Skinęłam głową, na co on się uśmiechnął. - Gdzie byłaś ? - zapytał ciekawy.
Skrzyżowałam ręce posyłając mu moje groźne spojrzenie.
- Dlaczego musisz to wiedzieć ? - zapytałam zdezorientowana.
- Zadałem ci pytanie. - odpowiedział szorstko.
Wzruszyłam ramionami. - Poszłam zwiedzać miasteczko. Nie chciałam siedzieć w tym domku przez cały dzień.
Skinął głową, widocznie rozumiejąc dlaczego wyszłam.
- Czy powiesz chłopakom, że pale skręty ?
Tego pytania się nie spodziewałam. Wiedziałam, że nie mogłabym im tego powiedzieć. Nie chciałam ich dołować. Pokręciłam głową, na co on się zrelaksował. Odwrócił się do mnie plecami i położył się na łóżku. To mnie kompletnie zbiło z tropu. - A trzecie pytanie ? Spojrzał na mnie i obdarował mnie jego chytrym uśmieszkiem. - Pomyśle nad następnym pytaniem później. - powiedział zanim nakrył się kocem i położył się spać. Ciekawe czy otrzeźwieje jutro, na nowy rok….
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czy podobał wam się Zayn na haju ? :D Czekam na wasze opinie.
Właśnie przypomniałam sobie, że jestem na wyjeździe z Zaynem. Kiedy wypowiedziałam w mojej głowie imię Zayn spojrzałam w lewo i zauważyłam puste miejsce. Najwidoczniej Zayn wstał trochę wcześniej i nie chciał mnie budzić. To było bardzo słodkie z jego strony, ale czułam się trochę głupio, że nie dotrzymuje mu towarzystwa.
Na pewno teraz będziemy się dziwnie zachowywać, przez to co stało się wczoraj. Szczerze mówiąc nic takiego specjalnego nie stało się wczoraj, ale mogło do czegoś dojść. Byłam szczęśliwa, że miałam taką dobrą siłę woli, ale w tym samym momencie czułam do siebie rozpacz, że nie skorzystałam z takiej okazji.
Zmusiłam siebie do wstania z łóżka, ale zanim to zrobiłam zauważyłam niewielką karteczkę z moim imieniem. Nie wiedząc czego się spodziewam przeczytałam list.
" Droga Lucy.
Przepraszam, że cię nie obudziłem, ale wiedziałem, że jesteś zmęczona. Proszę nie szukaj mnie, idę się przejść żeby oczyścić sobie głowę. Wrócę jak najszybciej, ale muszę od wszystkiego na chwilę odpocząć. Kiedy wrócę obiecuje ci, że spędzimy razem przemiły czas.
Trzymaj się.
Zayn."
Westchnęłam głęboko. Skądś kojarzę to pismo, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Położyłam karteczkę na dawne miejsce i skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi, bo Zayn może wrócić w każdej chwili, a nie chcę żeby wszedł do łazienki kiedy biorę poranny prysznic.
Puściłam wodę strumieniami i nie czekając na ciepłą wodę od razu weszłam pod kabinę prysznicową. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się czekając na cieplejszą wodę.
Umyłam włosy moim ulubionym szamponem o zapachu truskawek i wypielęgnowałam je odżywką na gęste włosy. Zaczęłam ostrożnie masować moją czaszkę żeby szampon zaczął się pienić. Kiedy poczułam niewielką pianę na moich włosach, z powrotem weszłam pod wodę i zmyłam z siebie szampon.
Nie chciałam spędzić w łazience wieczności więc wyszłam od razu, nakrywając się białym ręcznikiem. Woda zaczęła kapać na podłogę więc jak najszybciej chciałam się wytrzeć. Moje ruchy były za razem delikatne, a za razem szybkie.
Podeszłam do lustra i wyjęłam moją niebieską szczoteczkę do zębów. Nałożyłam pastę i zaczęłam porządnie szczotkować zęby. Nalałam kubek zimnej wody, wypłukałam usta i wyplułam całą pastę.
Zapomniałam wziąć ze sobą moich ciuchów na dziś do łazienki, więc owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z zaparowanej łazienki. Rozejrzałam się po pokoju żeby znaleźć moją walizkę. Po chwili znalazłam ją w samym kącie, obok starego telewizora. Otworzyłam walizkę i wyciągnęłam moją ulubioną białą sukienkę do kolan. Sukienka miała różne wzorki kwiatków i liści. Pasowały idealnie do leśnego klimatu w którym teraz przebywałam. Zdecydowałam się także założyć białe balerinki, a włosy spięłam dwoma spinkami z obu stron żeby mi nie przeszkadzały. Dzisiaj nie umalowałam się żeby wyglądać bardziej naturalnie. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi chowając klucz do doniczki. Nie będę siedziała w domu samotnie kiedy pogoda jest wprost wymarzona.
***
Minęło dwadzieścia minut spaceru zanim zauważyłam przepiękne kolorowe miasteczko. Dzieci biegały dosłownie wszędzie. Sklepy były otwarte zapraszając swoich klientów. Nawet kilku nastolatków wybrało się na romantyczny spacer. Wyglądało to jak miasteczko marzeń. Wszystko wyglądało idealnie. Dowiedziałam się o tym miejscu dzięki recepcjoniście, który dał nam pokój. Dowiedziałam się, że ma na imię Mark. Wydawał się na początku na przerażającego, ale kiedy pozna się go lepiej okazuje się być bardzo uroczy i zabawny. Kwiatki rosły dosłownie wszędzie. Róże, fiołki, irysy, tulipany i wiele różnych rodzajów. Ukucnęłam żeby mieć okazję powąchać i delektować się ich zapachem. Moją delikatną dłonią dotknęłam czerwonej róży która prosiła się żeby zerwać ją z krzewu. - Róża do ciebie nie pasuje. - powiedział bardzo ładny głos.
Odwróciłam się i zauważyłam tajemniczego chłopaka w wieku mojego brata.
- Przepraszam ? - zapytałam się jego jakbym go nie usłyszała.
- Róża do ciebie nie pasuje. - powiedział podchodząc bliżej. Uniosłam moją brew.
- A jaka twoim zdaniem mi pasuje ? Wzruszył ramionami i ukucnął obok mnie żeby miał lepszy widok na kwiaty. Uśmiechnął się po chwili i sięgnął po drobną stokrotkę. Chciałam ją wziąć żeby się jej lepiej przyjrzeć, ale włożył mi ją w moje włosy za uchem. Czułam na sobie lekki rumieniec. - Stokrotka pasuje idealnie. - powiedział nie spuszczając ze mnie oka.
- Naprawdę, pasuje ? - zapytałam ciekawa. Skinął głową i pomógł mi wstać. Zaprowadził mnie do wielkiej fontanny gdzie mogłam zobaczyć swoje odbicie. Miał racje. Stokrotka była na sto procent moim kwiatem. Bardzo rzadko ludzie mówią, że ich ulubionym kwiatem są stokrotki. Ale od teraz stokrotka była moim ulubionym kwiatem. Zobaczyłam w odbiciu, że tajemniczy chłopak nadal się na mnie spoglądał. - Miałeś racje. - powiedziałam, uśmiechając się do niego. – Stokrotka rzeczywiście do mnie pasuje. Odwzajemnił uśmiech i podał mi swoją ciepłą dłoń.
– Ashton Irwin . – przedstawił się chłopak, czekając żebym to ja się przedstawiła. Nie wiem czy jest to dobry pomysł że po minucie znajomości powinno się powiedzieć swoje imię. Ale powiedział mi swoje więc będzie fair jak ja też się przedstawię. - Lucy Stewart. - powiedziałam akceptując jego dłoń.
- Bardzo ładne imię, dla bardzo ładnej dziewczyny. - powiedział nadal się do mnie uśmiechając. Czułam kolejny rumieniec na moich policzkach. - Dlaczego przybyłaś do naszego miasteczka, Lucy ? Zauważył bym cię tutaj wcześniej. Nie wiedziałam czy powiedzieć mu prawdę, że jestem tutaj z moim chłopakiem na małych wakacjach. Zdecydowałam się, że odpowiem na jego pytanie krótko. - Wakacje. Wyglądał na rozbawionego, że odpowiedziałam jednym słowem. Spojrzał w moje brązowe oczy i po chwili się zaśmiał. - Jesteś wyjątkową dziewczyną, Lucy Stewart. - powiedział nadal się mnie przyglądając. - Wszystkie dziewczyny jakie znam gadają jakby się zacięły. A ty, jesteś bardzo tajemnicza. Nie byłam pewna czy był to komplement czy obelga? Powoli zaczęłam się wycofywać, zauważył, że powoli się oddalam. - Przepraszam, ale muszę już iść, chcę jeszcze pozwiedzać miasteczko. - powiedziałam odwracając się, ale Ashton złapał mnie za nadgarstek, przez to od razu przypomniał mi się Zayn. - To może cię oprowadzę. Znam to miejsce jak własną kieszeń. Trochę się nad tym zastanawiałam, ale zrozumiałam, że samej będzie pewnie nudno zwiedzać. Więc spojrzałam na niego i obdarowałam go szczerym uśmiechem. To będzie bardzo interesujący dzień…
***
Straciłam rachubę czasu i dowiedziałam się, że spędziłam z Ashtonem 8 godzin! Ten chłopak naprawdę zawrócił mi w głowie. Spędziliśmy razem bardzo przemiły dzień. Spacery po miasteczku, opowiadanie o swoich przygodach, delektowanie się tutejszym jedzeniem. Było wręcz idealnie, ale wiedziałam że kiedyś musiało się to skończyć. Ashton nawet zaproponował, że mnie odprowadzi do domu. Co za dżentelmen! Oczywiście zgodziłam się, ale nie wiedziałam, że kiedy będziemy się zbliżać ku domu, będę tego żałować. Moje oczy się rozszerzyły jak zauważyłam Zayna, który opierał się o ścianę od naszego domku. Ale nie ważne gdzie jest, ważne jest to co robi. Dym wydobywał się z jego ust i zrozumiałam wszystko. Zayn właśnie palił skręta. Jego czekoladowe tęczówki wyglądały na szkliste jakby przez nie nic nie widział. Ale kiedy odwrócił się w naszą stronę uśmiechnął się do mnie szeroko. - Lucy. - wyszeptał podchodząc do mnie bliżej. Pochylił się żeby mnie pocałować, ale w ostatniej chwili odepchnęłam go. Musiał być naprawdę mocno naćpany. Kiedy zrozumiał, że nie jestem sama warknął nieuprzejmie. - Kto to jest ?
Odwróciłam się w stronę Ashtona. Wyglądał na bardzo zdezorientowanego w tym momencie. - To jest Ashton. Jest moim… przyjacielem. - powiedziałam spokojnie. Przysięgam, że oczy Zayna zrobiły się ciemniejsze kiedy dowiedział się, że Irwin to mój przyjaciel. Spojrzał na ziemię jakby właśnie obmyśliwał jakiś plan, potem spojrzał na chłopaka i obdarował go złośliwym uśmieszkiem. - Miło cię poznać Ashton, dziękuje że przez moją nieobecność zająłeś się moją ciężarną dziewczyną. - powiedział kładąc swoją dłoń na moim biodrze.
- Co?! - wykrztusiłam próbując wyrwać się z jego uścisku, ale był za silny. Jak może powiedzieć obcemu chłopakowi, że jestem z nim w ciąży! Przecież nie uprawialiśmy seksu, na miłość boską! Irwin zrozumiał, że Zayn kłamie i skrzyżował ręce . - Skoro jest w ciąży... - powiedział sarkastycznym tonem. –To dlaczego nie ma widocznego brzucha ? Punkt dla Ashtona. Od początku zaczęłam go lubić. Jego nie da się tak łatwo wyrolować. Zayn musiał się nad tym trochę zastanowić zanim odpowiedział. - Bo jest dopiero w pierwszym miesiącu. - oznajmił spoglądając na mnie.
- Nasze dzieci będą przepiękne Lucy. - powiedział kładąc swoją dłoń na moim policzku. Boże on jest teraz kompletnie nawalony!
- Będą miały po tobie, śliczne włoski. - powiedział owijając kosmyk moich włosów na swoim palcu. Wiedziałam, że nie przyzna się, że nie jestem w ciąży więc przewróciłam oczami. - Tak i nazwiemy je Lucy Junior i Zayn Junior. - powiedziałam sarkastycznie otwierając drzwi do domu i pchnęłam go gwałtownie do środka. Odwróciłam się do Ashtona i posłałam mu mój subtelny uśmiech.
- Przepraszam cię za niego. - powiedziałam nie mogąc znaleźć lepszych słów. Pewnie teraz myśli, że jestem wariatką. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. - Nie ma sprawy. Widocznie jest tobą zauroczony. - powiedział zanim zniknął z pola widzenia. Westchnęłam i weszłam do środka. Zayn już leżał na łóżku i uśmiechnął się do mnie promiennie. - Jesteś z siebie zadowolony ? - zapytałam krzyżując ręce.
- Bardzo. - powiedział do mnie szczerze.
W ogóle nie czuł się winny, że skłamał. To mnie najbardziej wkurzało. Zastanawiałam się, od jak dawna pali skręty?
Podeszłam do niego i nakryłam go kocem żeby się przespał. Kiedy się obudzi będziemy mieć sporo czasu żeby porozmawiać. Malik zauważył, że chciałam go uśpić więc wstał z łóżka, uniósł trzy palce do góry i spojrzał mi prosto w oczy. - Zadam ci trzy pytania. Jeśli na nie odpowiesz to położę się spać. Przewróciłam oczami. Oczywiście musiał być jakiś haczyk. Ale musiałam to zrobić żebym miała go z głowy. Skinęłam głową, na co on się uśmiechnął. - Gdzie byłaś ? - zapytał ciekawy.
Skrzyżowałam ręce posyłając mu moje groźne spojrzenie.
- Dlaczego musisz to wiedzieć ? - zapytałam zdezorientowana.
- Zadałem ci pytanie. - odpowiedział szorstko.
Wzruszyłam ramionami. - Poszłam zwiedzać miasteczko. Nie chciałam siedzieć w tym domku przez cały dzień.
Skinął głową, widocznie rozumiejąc dlaczego wyszłam.
- Czy powiesz chłopakom, że pale skręty ?
Tego pytania się nie spodziewałam. Wiedziałam, że nie mogłabym im tego powiedzieć. Nie chciałam ich dołować. Pokręciłam głową, na co on się zrelaksował. Odwrócił się do mnie plecami i położył się na łóżku. To mnie kompletnie zbiło z tropu. - A trzecie pytanie ? Spojrzał na mnie i obdarował mnie jego chytrym uśmieszkiem. - Pomyśle nad następnym pytaniem później. - powiedział zanim nakrył się kocem i położył się spać. Ciekawe czy otrzeźwieje jutro, na nowy rok….
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czy podobał wam się Zayn na haju ? :D Czekam na wasze opinie.
7 komentarzy = rozdział 19

Ashton - ojeeej coś się będzie działo :)
OdpowiedzUsuńoo poznała Ashtona, jak slodko :D Zayn na haju xd rozwalił mnie i jednocześnie wkurwił! :D jezu, cały czas się uśmiecham xd
OdpowiedzUsuńRozdział podobał mi się bardzo! :D czekam na nastepny ;)
O! Mój! Boże! Ten rozdział był za-je-bis-ty!!! Najlepszy ze wszystkich!!
OdpowiedzUsuńNie lubię tego Ashtona :C I Lucy mnie dzisiaj wkurzyła ;_; Wyjechała z Zaynem aby się z nim 'pogodzić' i żeby wszystko między nimi było dobrze, a tu co?! Zwiedza se miasto z jakimś Ashtonem kurde, a Zayna ma w dupie -.- Oj nie wybaczę jej tego! -.-
Szkoda, że Zayn pali skręty :C Był taki idealny :c Jzu okropnie nie mogę się doczekać kolejnego roz!! :C pisz szybko! Proszę!!
Nie podoba mi się Zayn który pali skrety ;p
OdpowiedzUsuńMieli sie pogodzić a nie pokłócic jeszcze bardziej :(
Foch :(
Jestem ciekawa o dalej. :D
OdpowiedzUsuńDopiero zaczęłam czytać twoje opowiadanie, ale już mi się podoba :) Nie podoba mi się ten Ashton ;/ Coś z nim nie tak... A Zayn? Dziwnie się zachowuje ;p Rozdział świetny! ^^ Czekam na nexta i zapraszam do mnie ;*among-the-people.blogspot.com/p/prolog.html
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz czekam na next ;)
OdpowiedzUsuń