piątek, 6 czerwca 2014
Rozdział 25
Siedząc w ciszy, w recepcji zamknęłam oczy i oddychałam głęboko żeby się pozbierać. Moje oddechy były strasznie nierówne przez mój płacz. W głowie teraz miałam najgorsze scenariusze. Nawet nie chcę się nimi podzielić, bo są koszmarne. Podpowiem wam jednym słowem o czym teraz myślę;
Śmierć.
Wzdrygnęłam się na samą myśl, że w każdej sekundzie serce mojego ukochanego może od razu zabić po raz ostatni. Z trudem łapałam tlen jakbym to ja cierpiała najbardziej. Wiedziałam, że nie powinnam się martwić z powodu dziecka, ale czy ktoś w tym momencie byłby spokojny ? Zayn jest moim życiem i bez niego nie poradzę sobie. Chłopaki właśnie rozmawiają z lekarzami, którzy na razie odmawiają pomocy, bo
Zayn właśnie jest pod obserwacją.
Zaczęłam masować moją głowę. Czułam, że teraz w tym momencie mogę z łatwością wybuchnąć, niczym balon. Moje humorki nikomu tutaj nie pomagały więc siedziałam sama na krześle w milczeniu, czekając na jakiś dobry znak.
Zaczęłam odliczać godziny, minuty i także sekundy zanim go znów zobaczę. Chcę znowu zobaczyć jego złośliwy uśmieszek, jego hipnotyzujące czekoladowe tęczówki, które przyciągają mnie jak magnes. Pragnę znowu poczuć jego usta na moich. Brakuje mi jego ciepła i ochrony. Kolejna łza wypłynęła z mojego oka. Szybko wytarłam ją żeby nie pokazywać, że jestem słaba. Muszę być silna.
Dla Zayna.
Poczułam, że ktoś usiadł obok mnie i spoglądał się na mnie dociekliwie. Nie mogłam tego zignorować, więc kątem oka spojrzałam na tą osobę. To był Mike. Jego dłoń błądziła po moim ramieniu jakby nie wiedział jak może mnie pocieszyć. W końcu przytulił mnie mocno i pocałował w czoło.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedział.
Jestem bardzo wdzięczna, że chociaż jedna osoba próbuje mnie pocieszyć. Zamknęłam moje zmęczone oczy i przytuliłam się mocnej do Mike'a.
- A co jeśli nie wyjdzie z tego cało ? - wymamrotałam z trudem czerpiąc oddech. Tym razem Mike spojrzał na mnie karcąco.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Zayn jest śliny i da sobie radę.
Skinęłam głową ponownie wtulając się w Mike'a. Naprawdę wyobrażałam sobie, że jestem w objęciach kogoś innego.
Czując nieprzyjemny chłód dobiegający za moimi plecami obejrzałam się przez moje ramie, i moje oczy posłały tej osobie groźne spojrzenie.
Ruda piękność. Co ona tu do cholery robi ?!
Jej włosy były spięte w luźnym koku a jej ubrania były zakryte czerwonym płaszczem. Przypominała mi czerwonego kapturka z bajki. Ale coś mi się wydaje że kapturek nie był szmatą! Z daleka było słychać jak jej szpilki wydobywały z siebie głośny, irytujący dźwięk. Zrobiła takie wejście, że każdy się na nią spojrzał. Widocznie jej się to podobało.
- Dobry wieczór czy w tym szpitalu znajduje się Zayn Malik ? - zagruchała słodko jadowita żmija.
Kiedy usłyszałam, że szuka Zayna moje dłonie zgniotły się w pięści. Zamknęłam na chwilę oczy żeby się uspokoić. Nie chciałam w szpitalu odegrać niemiłej szopki.
Recepcjonista spojrzał się na nią od stóp do głów. Widocznie on nie był nią zafascynowany. Pewnie wiele takich dziewczyn krążyło codziennie po szpitalu. Jego brew drgnęła.
- A kim pani dla niego jest ? - zapytał zdezorientowany.
Ruda piękność uśmiechnęła się promiennie i podała swoją idealnie gładką dłoń, która miała na sobie jasny czerwony lakier który pasował do płaszczu.
- Jestem Emma Simson, narzeczona Zayna. - powiedziała dumnie jakby była to prawda.
Moje oczy od razu przeszywały ją wzrokiem. Czułam jakby moje nozdrza piekły. Poczułam w sobie żądze zabicia tej dziewczyny. Nie wiedziała z kim teraz zadziera. Wstałam z krzesła, ale Mike zrobił to szybciej. Podszedł do recepcjonisty i wyjaśnił całą sytuacje.
- Zayn nie ma narzeczonej, proszę nie kłamać. - powiedział szorstko Mike. Po raz pierwszy słyszałam taki ton głosu u mojego brata. Postanowiliśmy z Mike'iem, że dalej będziemy rodzeństwem pomimo, że nie jesteśmy spokrewnieni, bo on nigdy dla mnie nie przestał być bratem. Emma uśmiechnęła się promiennie.
- Miała być to dla was niespodzianka. - powiedziała beznamiętnie. Tym razem Harry podszedł do niej.
- Zayn nigdy nie zadawałby się z taką sztuczną żmiją. - powiedział Hazz jakby w ogóle nie żałował, że powiedział to na głos. Uśmiechnęłam się z daleka. Od zawszę go lubiłam. Emma po raz pierwszy wyglądała na niepewną z trudem wykrztusiła kolejne słowa.
- Żmiją ? - zapytała już podenerwowana. Jej głos robił się coraz wyższy jakby zaraz mogła wybuchnąć płaczem. Wiedziałam, że musiałam coś zrobić więc do nich dołączyłam.
- Ty , ja na zewnątrz teraz! - powiedziałam brzmiąc przy tym niebezpiecznie.
Wyglądała jakby właśnie była rozbawiona jakimś żartem, ale odwróciła się w stronę drzwi i wyszła na zewnątrz. Powoli się do niej skierowałam, ale Mike złapał mnie w ostatnim momencie. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Tylko nie zrób czegoś głupiego. - powiedział grożąc przy tym palcem. Uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Ja ? Zrobić coś głupiego ? Proszę cię. - powiedziałam przewracając oczami. Mike się słabo uśmiechnął i poczochrał mi włosy zanim wyszłam.
Czekała już na mnie dumnie opierając się o słupek. Moja wściekłość nie znała końca. Wyglądała bardzo pewnie jakby była królową świata. Aha, chyba królową dziwek! Miałam tyle niemiłych przezwisk na nią, ale kiedy podeszłam do niej bliżej poczułam się jakby ktoś mi obciął język. Po raz pierwszy nie wiedziałam co powiedzieć. Przewróciła oczami i prychnęła widocznie widząc mój stan.
- Pośpiesz się, mój ukochany już czeka. - powiedziała jakby się śpieszyła.
Oddychaj Lucy! Oddychaj! Niech cię nie prowokuje!
Spojrzałam jej prosto w oczy i już wiedziałam co powiedzieć.
- Dlaczego ? - wyszeptałam jakby sama do siebie niż do niej. - Dlaczego, nie zostawisz nas w spokoju. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, że moja miłość właśnie walczy o życie! Dla ciebie jest to może chwilowe zauroczenie, ale dla mnie to moja zaginiona połówka której tak szukałam przez wieki! Nigdy nie czułam się lepiej niż przy Zaynie! Bez niego czuje się jak śmieć! Bez niego już nigdy nie zaznam szczęścia! Czy jesteś tego świadoma… - powiedziałam szukając pasujących do siebie słów. Pogłaskałam mój brzuch i ponownie spojrzałam się w jej zadziorne oczy. - że to co teraz trzymam pod sercem jest w połowie Zayna !? Czy zdajesz sobie sprawę, że płynie w tym dziecku połowa krwi Zayna!? Czy zdajesz sobie sprawę, że gdzieś tam w środku bije serce, które odradza i przypieczętuje nasz związek?! Czy jesteś tego świadoma?! - wykrzyczałam głośno budząc w sobie dzikie zwierze. Z pozoru jej twarzy myślałam, że zrozumie ale po chwili wścibsko się zaśmiała.
- A skąd ja mam wiedzieć, że jest to dziecko Zayna ? - syknęła ostro ruda.
O nie! Zaraz, zaraz, zaraz. Czy ona myśli, że sypiam z innymi facetami ? Czy myśli że to dziecko może być innego mężczyzny ? Czy zdzira z krwi i kości, ma mnie za zdzirę!
- Czy myślisz, że jestem jakąś dziwką, która sypia na prawo i lewo?! - zapytałam się już bardzo poruszona. Emma uśmiechnęła się złowieszczo.
- Nareszcie się przyznałaś. - powiedziała gładząc moją głowę jakbym była małym dzieckiem. Powoli skierowała się do szpitala, ale zmieniła zdanie i podeszła do mnie ponownie. Zaczęła bawić się moim kosmykiem włosów i wyszeptała mi do ucha;
- Dla twojej informacji, Zayn jest rewelacyjny w łóżku. - wymamrotała z satysfakcją. Spojrzała na mnie i skrzyżowała swoje ręce widocznie bardzo z siebie dumna.
Teraz czułam, że moje oczy płonęły pochłaniając całą moją dobroć. Moje usta wykrzywiły się w niemiłym grymasie. Moja ręka zaczęła się trząść gwałtownie i już siebie nie powstrzymywałam. Byłam wręcz szczęśliwa, że to zrobię. Już od moich urodzin czekałam na taką okazje. Zrobiłam mocny zamach i znokautowałam Emmę która upadła na asfalt. Jej nos zaczął krwawić, ale miałam to w dupie! Zauważyłam także, że zgubiła dwa zęby kiedy zaczęła głośno przeklinać. Powinnam się martwić, ale dziwka na to zasłużyła. Bez żadnych przeprosin weszłam z powrotem do szpitala.
W samą porę Louis złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- O co chodzi ?
Wyglądał na uradowanego. Jeszcze o mały włos i skakał by ze szczęścia.
- Zayn się obudził!
Poczułam na moich ustach szeroki uśmiech, który zagościł na moje twarzy. Mike miał racje, że Zayn był silny. Nie zostawił by mnie przecież samą. Zaczęłam skakać jak maniaczka i przytuliłam się mocno do Louisa. Czułam, że się zaśmiał po cichu. Kiedy skierowaliśmy się do sali gdzie prawdopodobnie leżał Zayn ktoś złapał mnie za nadgarstek. To był ten recepcjonista.
- A pani kim jest dla Zayna Malika ? - zapytał podejrzliwie.
O kurczę! Kiedy powiem im, że jestem jego dziewczyną to na pewno powiedzą, że mam przyjść w innym czasie. Wiedziałam, że tylko rodziny mają pierwszy dostęp do chorego. Lou szybko się odezwał pomagając mi się wydostać z bagna.
- To jego siostra. - powiedział puszczając mi w tajemnicy oczko. Wiedziałam, że teraz musiałam udawać jego siostrę. Mężczyzna spojrzał na nas raz jeszcze, ale ostatecznie nas wpuścił.
***
Wchodząc do Sali 209 zauważyłam koło okna kogoś kto wpatrywał się w sufit. Leżał na łóżku cały wyczerpany, a jego usta były wykrzywione z bólu. Jego czekoladowe tęczówki spojrzały na otwierające się drzwi. Poczułam szczęście w środku! TO BYŁ MÓJ ZAYN!
- Zayn tak się o ciebie baliśmy. - powiedział Liam. Zayn wyglądał na bardzo zdezorientowanego jakby był w tym momencie na jakiejś obcej planecie.
- Kim jesteście ? - zapytał bardzo cierpkim głosem. Moje oczy się powiększyły.
Nie to nie może być możliwe! Zayn nie mógł stracić pamięci! Po prostu nie mógł! Przecież wygląda na takiego zdrowego człowieka! To nie może być prawda! Liam zrozumiał także, że stracił pamięć.
- To ja Liam. – powiedział z nadzieją. Zayn nadal nic nie rozumiał. – Jestem twoim przyjacielem.
Zayn nadal nie zdawał sobie z tego sprawy. Tym razem Harry podszedł do Zayna i stanął po lewej stronie jego łóżka. Był bardzo ostrożny, nie chciał wystraszyć Malika.
- Ja jestem Harry. Również jestem twoim przyjacielem tak jak Niall, Louis, Mike, Liam. – powiedział wskazując na każdego ręką.
Zayn powoli skinął głową jakby informacje powoli do niego docierały. Po pewnym czasie jego oczy skierowały się na mnie. Chciałam go teraz ucałować, ale wiedziałam że nie była to teraz odpowiednia chwila.
- A ty, kim jesteś ? - zapytał ciekawy Zayn. Otworzyłam usta żeby coś powiedzieć, ale w tym samym czasie drzwi się otworzyły i wszedł lekarz żeby sprawdzić stan Zayna. Skrzyżował ręce czekając na moją odpowiedź. Byłam teraz zmuszona do wielkiego kłamstwa. Wzięłam głęboki oddech;
- Jestem Lucy i…jestem twoją siostrą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cieszycie się, że Lucy uderzyła Emmę ( rudą piękność) ?
Jak myślicie czy Zayn odzyska pamięć ?
Następny rozdział w poniedziałek ( 09.06 )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O japierdziele!
OdpowiedzUsuńZayn stracił pamięć! Jak?! Co?! Niee!
Mam nadzieję, że szybko ją odzyska! o.e
I tak, cieszę się, że uderzyła tą ździrę!
Nie mogę się doczekać pon. :(
O nie!!! Biedny Zayn i Lucy :((
OdpowiedzUsuńNie... :c Tak być nie może! Czekam na następną część ;))
OdpowiedzUsuń