sobota, 5 kwietnia 2014
Rozdział 4
Gdy tylko wyszłam z domu dzisiejszego ranka miałam wrażenie że coś się stanie. Na szkolnym parkingu wszystko było tak jak powinno być. Czyli kilka grupek przy samochodach. W szkole przy szafkach też. Przy mojej szafce stał Mike z Zaynem i Harrym. Nie spotykany widok. Z moim bratem rzadko kiedy widujemy się na przerwach w szkole. Nie wspomnę już o rozmawianiu ze sobą.
- Cześć piękności moja. – przywitał się ze mną Mike.
- Cześć. – krótko się przywitał Zayn z uśmiechem na ustach, który odwzajemniłam.
- Cześć. – powiedziałam ostrożnie bo dziwnie się uśmiechali.
- O której dzisiaj kończysz ? – to dziwne, bo mój brat nigdy się nie pyta o to o której kończę.
- A co chcesz, że się pytasz ?
- Czy ja muszę coś chcieć ?
- Zazwyczaj tak. Więc o co chodzi ?
- Tak sobie pomyślałem, że może zrobisz dzisiaj obiad. – wiedziałam że coś będzie chciał.
- Zapomnij. – odeszłam od nich.
Był zbyt miły żeby nic ode mnie nie chcieć. Do klasy wpadłam zła jak osa. Aż trudno uwierzyć że chciał żebym zrobiła obiad. Głupek jeden. Do przerwy obiadowej uspokoiłam się trochę. I byłam szczęśliwa wchodząc na stołówkę nie widząc mojego brata. Z sałatką na tacy ruszyłam do stolika, gdzie siedziała Nelly.
- Hej. - przywitałam się z nią uśmiechem, który odwzajemniła.
- Cześć. Mam do ciebie prośbę. - kiwnęłam głową, żeby kontynuowała - Mój tata ma jutro urodziny, a ja nie mam zielonego pojęcia co mu kupić. Poszłabyś ze mną do centrum handlowego po szkole, aby coś kupić ? - spytała.
- Jasne, nie ma sprawy.
Dokończyłam sałatkę i razem z Nel chciałyśmy opuścić stołówkę kiedy moją uwagę przykuł jeden stolik. Siedziało przy nim całe One Direction. Śladu nie było po moim braciszku. Pewnie poszedł do domu robić obiad, bo dzisiaj jego kolej. Nie mam zamiaru robić za niego żeby on mógł spoczywać na laurach.
Pięć minut później rozpoczęła się lekcja fizyk, za którą nie przepadam. Gdy nauczyciel sprawdził obecność kazał nam wyciągnąć karteczki. Super. Szybko podpisałam się i zaczęłam przepisywać z tablicy zadania, które mamy rozwiązać. Mieliśmy rozwiązać cztery zadania. Zrobiłam tylko dwa, ponieważ pozostałych nie umiałam. Poczułam, że Nelly mnie szturchnęła więc gdy nauczyciel zaczął czegoś szukać w biurku odwróciłam głowę w jej stronę.
Przyjaciółka miała rozwiązane wszystkie zadania. Nelly lubiła fizykę, a z rozwiązywaniem zadań nie miała problemów. Nel przysunęła swoją kartkę w moją stronę, żebym przepisała zadania. Uśmiechnęłam się w jej kierunku i wyszeptałam ciche 'dziękuje'. Często z Nelly sobie podowiadywałyśmy na sprawdzianach i kartkówkach, gdy nauczyciele nie patrzyli. Skończyłam przepisywać, gdy nauczyciel zaczął zbierać kartkówki. Zdążyłam. Po zebraniu wszystkich kartkówek nauczyciel zaczął tłumaczyć nowy temat.
Gdy zadzwonił dzwonek spakowałam swoje rzeczy do torby i z Nelly wybrałyśmy się na zakupy do centrum handlowego. Miałyśmy dobre humory i prawie do każdego chłopaka się uśmiechałyśmy. Weszłyśmy z uśmiechami na ustach do „empiku” w znalezieniu prezentu urodzinowego dla taty Nel.
- Masz jakiś pomysł ? – zapytałam ją stojąc przy książkach.
- Myślałam żeby krawat kupić, ale kiedy otworzyłam szafę zrezygnowałam, ponieważ było tam chyba z dziesięć krawatów, a każdy inny. Zaczęłam się zastanawiać czy to nowe hobby taty..
- Może poprosimy kogoś o pomoc. – zaproponowałam i ruszyłam w stronę młodego chłopaka z firmową koszulką.
Z chłopakiem podeszłam do stoiska z książkami i zaczęliśmy szukać.
- A dla kogo ta książka? – zapytał po kilku minutach. Jaki on ma cudowny głos.
- Dla taty mojej przyjaciółki na urodziny.
- A co on lubi? I ile ma lat?
- Lubi latanie. Jest pilotem i ma czterdzieści dwa lata.
- To ułatwia nam sprawę. – powiedział i przeszliśmy to działu z książkami tematycznymi.
- To powinno być idealne. – podał mi książkę, a właściwie album z samolotami.
- Dziękuje za pomoc. – uśmiechnęłam się i poszłam szukać Nelly.
Znalazłam ją przy płytach i podałam jej książkę, żeby poszła za nią zapłacić. Przy kasie był ten sam chłopak, który mi pomagał. Przeglądając płyty spoglądałam jak Nelly z nim rozmawia i spoglądają w moją stronę.
- Ja chyba też powinnam kupić coś twojemu tacie. – powiedziałam jak siedziałyśmy u niej w pokoju.
- Daj spokój. Ważne żebyś jutro przyszła i mi towarzyszyła wśród tych snobów. - zaśmiała się.
- Pewnie że będę.
- A przyjedziesz trochę wcześniej żeby mi pomóc z włosami ?
- Jasne, ale teraz muszę już wracać do domu.
- To przyjedź może koło 17.
- Dobrze.
Pożegnałam się jeszcze z jej rodzicami i ruszyłam do domu. Gdy weszłam do domu poczułam niesamowity zapach, aż mi zaburczało w brzuchu. W kuchni siedział Mike, gdy mnie zobaczył podał mi talerz z jedzeniem.
- Nie otruje się jeśli to zjem ? - spytałam uśmiechając się.
- Może nie..
Zjadłam obiad zrobiony przez niego. I nawet mi smakował, ale nic nie powiedziałam bratu. Popadł by w samo zachwyt. Niech myśli, że mi nie smakowało. Może kiedyś go pochwale, że dobrze gotuje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W zakładce 'Bohaterowie' dodałam nowego bohatera, Jake - pojawił się w tym rozdziale jako pracownik "empiku".
Dziękuję za komentarze i wyświetlenia ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czuję że Jake coś tutaj namiesza mmm <3
OdpowiedzUsuńUuuuu *-* Chyba wiem co się święci xD Świeetny roz <3 Czekam na nexta ^^
OdpowiedzUsuńHaha, z tymi kartkówkami, mam dokładnie tak samo. ROzdział świetny
OdpowiedzUsuń